Dziś mieliśmy w planie po szlajać się po Bangla Road. Zanim jednak tam się wybraliśmy to ranek i popołudnie spędziliśmy plażowo-masażowo. Infekcja powoli ustępuje, ale jakaś strasznie upierdliwa mutacja się trafiła.
Wieczorem łapiemy poprzez Indrive podwózkę do Patong i meldujemy się na początku tej słynnej rozrywkowej ulicy. Dojeżdżając ruch się zagęszczał i zagęszczał, aż praktycznie szybciej było iść pieszo niż turlać się autem.
Ciżba niesamowita, ludzie, ludzie wszędzie pełno. Przeszliśmy ulicą w tę i we w tę, posiedzieliśmy chwilę na plaży spoglądając na statki wycieczkowe zakotwiczone w zatoczce. Obejrzeliśmy pokaz zumby w wykonaniu grupy tanecznej u wyloty ulicy.
Sama ulica to taki Khao San na speedzie jeszcze bardziej głośny, roztańczony i nachalny.
Patrząc na mapę zobaczyłem, że w pobliżu jest dobrze nam znany Din Tai Fung, pierożki w pobliskim centrum handlowym, idziemy nie ma co. Niestety za późno właśnie zamykali. Przy okazji wysłuchaliśmy koncertu około dziesięcioletniego chłopaczka, który śpiewał covery wręcz anielskim głosem. Którym wzbudzał zachwyt słuchających i łzy u swojej mamy, która dyskretnie mu towarzyszyła. Coś tam do puszki wrzuciliśmy na dalszą edukację wokalną.
Czas leci nie ubłaganie pora wracać, aby nie było problemu z dojazdem transportu postanowiliśmy odejść parę przecznic dalej. My coraz dalej, a tłum nie maleje. Po drodze załapaliśmy się w jednej z przecznic na występy kabaretowe lady boyi. Jakiś urok to ma, pokazy odbywały się bezpośrednio na ulicy przy knajpach, takie występy do kotleta, może bardziej do changa. Na czas pokazu ruch samochodów był wstrzymywany i zwalniany podczas przerw pomiędzy pokazami. Poprzez Indrive rezerwujemy podwózkę, po dłuższej chwili kierowca dociera do nas. W pokoju meldujemy się już po północy.