Lazy dzień, tym razem mamy kwaterunek bez śniadania w cenie, co ma tą zaletę, że nie mamy ograniczeń czasowych. Przy resorcie jest knajpka Papay się nazywa i tam dziś śniadaniowliśmy.
Niestety, o ile wczoraj wydawało się, że połówka mojego jabłka ma infekcję za sobą to dziś ona wróciła. Termometr, który wydawał się nam niepotrzebny został w poprzednim resorcie, trzeba było kupić nowy tym razem elektroniczny. Farmacja zażyta idziemy na plażę tu pełen chillout, wynajmujemy leżaki, kokos do picia, chang do popicia, kąpiel, spacer, audiobook, prasówka.
Plaża w Kamali jest Ok. spora, piaszczysta, w miarę czysta, ale tłoczna ludzi masa. Nie problemu z infrastrukturą turystyczną knajp, barów, klubów, sklepów, sklepików, straganów za trzęsienie.
Wieczorem wyrabianie wiz, kart wjazdowych i opłacenie podatku turystycznego love Bali. 26-stego lecimy do Indonezji. Póki co czas zobaczyć Phuket, który do tej pory znaliśmy tylko z poziomu lotniska.