Miało być etycznie, ale tak do końca to nie było. Słonie w Tajlandii od razu kojarzą mi się z końmi w zaprzęgach fiakrów w drodze do Morskiego Oka. I te i te zwierzaki robią w turystyce.
Jednym z marzeń mojej towarzyszki życia jest wolontariat w sanktuarium słoni. Ja na takie wydarzenie spoglądam raczej sceptycznie. Ale żeby nie było, namiastką tego ma być wizyta w takim sanktuarium.
Z racji stacjonowania w Khao Sok poszukaliśmy takiej instytucji w pobliżu. Trafiło na Khao Sok Elephant Conservation Centre, sprawdziliśmy opinie, na googlach 4,9 liczba opinii w tysiącach. Strona też ok. napisali, że są etyczni, żadnych przejażdżek, żadnej tresury, żadnej przemocy.
Wizytę mieliśmy zaplanowaną na 12.00 ma trwać dwie godziny, potem powrót do resortu i transfer do następnej miejscówki na Phuket. Bilety wstępu kupiliśmy dwa dni wcześniej online wstęp i transfer w pakiecie, tania przyjemność to nie jest, ale to przecież dla dobra słoni.
Pół godziny szybciej dostaje info na whatsapp, że kierowca czeka, opuszczamy pokój manele zostawiamy na przechowanie w recepcji. Wsiadamy do busika i o 12.00 jesteśmy na miejscu.
Przed spotkaniem ze zwierzakami, krótki filmik edukacyjny. Zostajemy podzielni na grupy, cztery osoby na jedno zwierzę. Zaczynamy od przygotowania posiłku w formie kulek składających się z pogniecionych bananów z minerałami. Potem podchodzą przewodnicy z słoniami, zaczyna się karmienie z tym, że nasz słoń, a właściwie słonica nie chce jeść. Pytamy przewodnika o co chodzi odpowiada, że ona tego nie lubi. Drugi też nie lubi, za to trzeci wrąbał wszystko za trzech. Następnie idziemy do niecki z błotem gdzie słonie maja możliwość kuracji błotnej skóry, ale nasze słonie za bardzo tego nie chciały. Przewodnik próbował namówić go do tego, ale powiedzieliśmy żeby dał spokój jak nie chce, to nie. Potem natrysk, możliwość polania słonia wodą z węża czego zrezygnowaliśmy. Przejście nad rzekę, kąpiel, szorowanie słonia szrobrem, z tego też zrezygnowaliśmy jakoś nam się nie kleiło to, że słoń ma bardzo delikatna skórą, a tu go szorują szczotką ryżową.
Usilne namawianie słoni aby nas ochlapały woda wypuszczaną z trąby, nasze słonie raczej na szczęśliwe nie wyglądały. I to wszystko powrót, słonie do zagrody my do punktu wyjścia.
Zastanawiałem się czy opisać wrażenia i refleksje z tej wizyty, żeby nie zanudzać i postanowiłem to zrobić. Tylko, aby język giętki…spróbuję co mi tam.
Tak jak konia trzeba ujeździć, aby na nim jeździć, tak słonia trzeba złamać. I jest to dość okrutna procedura. W ten sposób słoń staje się słoniem domowym czy też udomowionym. Taki słoń nie wróci już nigdy do natury, bo mogło to być niebezpieczne dla niego jak i otoczenia.
Los tych zwierząt pod presją portfela turystów biegiem lat się poprawia. Przejażdżki w wielu krajach są zakazane (Tajlandia, ostatnio Bali), sztuczki cyrkowe też już należą do rzadkości, nie ma haków do dźgania. Za to mamy coraz więcej sanktuariów i prawie wszystkie są etyczne. Problem w tym co kto przez to rozumie. Ekstremistycznym podejściu mojej małżonki jest to tylko karmienie i obserwacja na wolnym wybiegu, najlepiej w warunkach naturalnych, żadnych kąpieli z ludźmi, żadnego mycia, a jazda to już zbrodnia przeciw naturze. Stąd też nutka zawodu z tej wizyty, szczególnie jak podczas kąpieli innego słonia z naszej grupy. Przydzielona do niego grupa słodkich idiotek, darła się, tarła niemiłosiernie swojego zwierzaka, że aż opiekun musiał je uspokajać. Żona wyszła smutna z tej wizyty, ale pocieszała się tym, że i tak maja lepiej jakby miały wozić turystów, czy też targać drewno w dżungli.
Wracamy do resortu w międzyczasie próbuję zorganizować transfer do Kamala na Phuket, za pomocą aplikacji Indrive, Bolt czy Grab słabo to idzie. Ponoć w Khao Sok działa „mafia taxi”, która nie dopuszcza takich kierowców do tej miejscowości. A ceny transferu są po prostu chore. W końcu się udaje poprzez Indrive, aczkolwiek na miejscu była próba wyłudzenia większej stawki niż klepnięta w aplikacji.
Dojeżdżamy do resortu, odbieramy manele, przesiadamy się do czarnej Hondy i jedziemy do Kamala. Trzy godziny później jesteśmy na miejscu w Baan Kamala Resort. Zostawiamy graty w pokoju i idziemy spacerkiem na plażę. Do plaży mamy pięć minut z buta. Kolacja w Coconut Garden i kolejny dzień za nami.