Z samego rana śniadanie i z buta na drugą stronę wyspy do diving center. Nurkujemy z Forra Dive, nurkowanie to już sport rekreacyjny, a nie ekstremalny, czego dowód mieliśmy choćby dziś. Ludu się zebrało co nie miara, można odnieść wrażenie lekkiego chaosu. Powoli z tego chaosu wyłonił się porządek w nurkujecie z tym, wy z tamtym divemasterem. Zabieramy graty i pochód idzie do łodzi, okrętujemy się i ahoj przygodo. Nurkujemy na spotach Koh Lek i Koh Tarue.
Samo nurkowanie jak i cena to standard, jakiś spektakularnych widoczków nie było. Jak pisałem już wiele razy dla mnie samo zejście do wody jest już czymś spektakularnym. Ostatnio może trochę mniej ze względu na ilość osób naraz pod wodą, ale za to udowadniamy sobie, ze jeszcze mogę i potrafię. Że wapno jeszcze całkowicie nie zapchało mojego systemu sterowania.
Cena i organizacja jak pisałem wyżej standardowa, dwa nurkowania z wyposażeniem plus lunch około 100$, w tym wypadku było trochę taniej.
Ponurkowali, wrócili na wyspę w drodze powrotnej do resortu jeszcze po piwku dekompresyjnym. Zakupiliśmy także miętę i limonki, aby wieczorem skonsumować zakupy wolnocłowe z Langkawi w postaci Capitana Morgana. I wieczorem w towarzystwie komarów siedliśmy sobie na tarasiku domku chwilę pobiesiadowali i tak dzień minął.