Geoblog.pl    tiri    Podróże    Piekło czy Raj?    Witamy w raju.
Zwiń mapę
2026
15
sty

Witamy w raju.

 
Tajlandia
Tajlandia, Koh Lipe
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 8969 km
 
No może nie do końca. Ostatni raz byliśmy tu 15 lat temu i wszystko tu było oh i ah. Domki w resorcie Mountain były dla nas jakby luksusowe.
Ale po kolei.
Wstajemy tak aby się jeszcze załapać na śniadanie, coś tam wczoraj wypiliśmy, ale nie tyle aby ponieść tego przykre konsekwencje. Chcemy jak najszybciej się przestawić na obecny czas i w ten sposób poradzić sobie jet lagiem. Śniadanie na hinduską modłę takie jak hotel ani dobre, ani złe. Potem basenik, basen możemy polecić jest chyba najlepszą częścią tego hotelu. Koło dwunastej zbieramy się, zamawiamy Graba i dziesięć minut później jesteśmy na przystani.
Tu zamieniamy rezerwację online na bilety, robimy zakupy wolnocłowe i po kontroli paszportowej lądujemy w poczekalni. Prom ma dobrą godzinę obsuwy, w końcu okrętujemy się i wypływamy. Po półtorej godzinie bezproblemowego rejsu jesteśmy na Koh Lipe.
Taka ciekawostka przed wypłynięciem zabierają wszystkim paszporty i oddają dopiero przy odprawie paszportowej na Koh Lipe.
Po przypłynięciu prom rzuca kotwicę nazwijmy to na redzie Koh Lipe i log tail boat zabiera pasażerów na brzeg. Tam odbieramy bagaże i ustawiamy się w kolejce do odprawy paszportowej. Najpierw pierwsze okienko gdzie pani oddaje paszporty, potem drugie z pogranicznikiem w końcu stolik gdzie wnosi się opłatę gotówka za wstęp do parku narodowego.
Transport do resortu Mountain już czeka, jesteśmy na liście kierowcy to wsiadamy i po chwili dojeżdżamy do resortu. Check in i jesteśmy w domkach, które już się nie wydają tak luksusowe jak mieliśmy w pamięci, ale jest OK.
Za to widok, widok z tarasu resortu nieziemski, rzec można rajski, taki jak zapamiętaliśmy. Tak pod tym względem to mamy raj. Tylko ludzi w tym raju dużo, bardzo dużo, ale cóż takie czasy.
Ludzi dużo, rodaków także sporo, co chwilę słychać naszą mowę ojczystą. Mikro półwysep przy resorcie stał się spotem dla chcących podziwiać zachód słońca w końcu jesteśmy na sunset beach.
Jakiś browarek powitalny, spacer na walking street uliczka ma ten sam urok jak dawniej kupa barów, salonów masaży, centrów nurkowych, sklepów, sklepików, salonów tatuaży, sprzedawców marihuany, punktów wymiany waluty i czego sobie zażyczysz. Jest gwarno, tłoczno, wakacyjnie, tego chcieliśmy i to dostaliśmy. Zachód słońca zaliczony, tak warto było się tu dotelepać, w sensie na Koh Lipe.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
tiri
Krzysztof Tiri
zwiedził 5.5% świata (11 państw)
Zasoby: 271 wpisów271 40 komentarzy40 1172 zdjęcia1172 2 pliki multimedialne2
 
Moje podróżewięcej
06.07.2025 - 16.01.2026
 
 
27.06.2024 - 03.07.2025
 
 
08.05.2023 - 27.06.2024