Po wylądowaniu mam wrażenie to już było.
Odbieramy bagaż podręczny jako rejestrowy, wszystko doleciało. Przejście przez automatyczną bramkę, wcześniej wypełniony formularz przylotowy online i jesteśmy w Malezji. Na transfer mamy niecałe trzy godziny. Siadamy na kawę w tej samej kafejce co dwa lata temu. Wymieniamy jakieś drobne na tutejszą walutę. Chwilę się kręcimy po lotnisku, zakup karty SIM.
Idziemy do odlotów krajowych.
Ceny lotów z i do Langkawi są bardziej niż przystępne i to nawet kupione na tydzień przed wylotem, koszt około 50 PLN.
Dolatujemy szczęśliwie, na lotnisku czeka na nas zarezerwowany wcześniej kierowca po pół godzinie jesteśmy w hotelu. Hotel Bayview taki sobie na jedną noc wystarczy. Wybrany z powodu bliskości do przystani promowej. Idziemy zwiedzić okolicę trafiamy na nocny targ, także zaliczamy pierwszy kontakt z street foodem w Azji. Trochę się szlajamy, wracamy do hotelu gdzie przy piwku kupujemy online bilety na prom na Koh Lipe, wypełniamy deklarację wjazdową do Tajlandii.
Do pokoju spać, tak minął dzień pierwszy eskapady.