Pies do hotelu, koty zostają na łasce sąsiadów.
Check-in online zrobiony, miejsca nawet, nawet jest przy oknie i razem. Towarzysze podróży podobnież.
Parking P8 przy lotnisku.
Jakiś tydzień temu z okładem napięcie wzrosło gdy lotnisko w Amsterdamie zaatakowała zima, tysiące lotów skasowanych itd. Śniegu napadało i problem. W Holandii zima odpuściła i wszystko wróciło na szczęście do normy. Śniegu napadało również i u nas . Parking nie odśnieżony tylko śnieg uklepany, koleiny takie, że problem z parkowaniem, w końcu się udało wjechałem w świeżo opuszczone miejsce. Ze względu na ślizgawicę parę samochodów pozostawionych na środku dróg dojazdowych.
No, ale po kolei. Rajznfiber z roku na rok coraz mniejszy, ale wciąż jest. Lecimy tylko z bagażem kabinowym, także z pakowaniem nie ma wielkiego problemu. Żelazna nasza zasada paszporty, pieniądze, naładowany telefon, rezerwacje i bilety wydrukowane, cztery razy sprawdzone czy wszystko jest. Reszta jak coś zapomnimy to tragedii nie będzie. Wylot o 14, rano Debra do hotelu dla psów. Opróżnienie lodówki, co się da to w kanapki i wio na lotnisko.
Po przyjeździe wcześniej opisane perypetie parkingowe. Podczas odprawy online dostaliśmy info, że po karty pokładowe mamy się zgłosić do stanowiska odprawy. Ki czort, okazało się, że mimo, że mamy bagaż kabinowy to mamy go nadać, będzie do odbioru w Kuala Lumpur. Samolot Embraer E 190 malutki, zgrabniutki, wąziutki i pełniutki, stąd prośba o przekazanie bagażu do nadania.
Na lotnisku spotykamy się ze towarzyszami podróży jesteśmy w komplecie imprezę czas zacząć,
Bagaż nadany, lot bez emocji. Jesteśmy w Amsterdamie, cztery godziny na przesiadkę. Co tu robić może piwko, a niech będzie jedno za jedyne 8 EUR. Powoli do bramki, kontrole, paszporty i o czasie fru do Kuala Lumpur. 11 godzin i 46 minut później jesteśmy na miejscu.