Błogiego nic nierobienia ciąg dalszy, wstaliśmy tak jak natura nas obudziła. Odsłaniamy zasłony napawamy się widokiem, potem niespiesznie idziemy na śniadanie do centrum wioski. Zamawiamy, dla niej omlet i bagietka dla niego khmerska wersja pad thai`a. Sprawdzenie news-ów Wi-Fi jest w każdej knajpce wolniejsze, szybsze, ale jest.
Później kompletne lenistwo, kąpiel, plaża, leżak, książka, aiudiobook. Lekki obiad i spacer po okolicy. Lustracja sąsiednich resortów i spacerek po wiosce.
I niestety potwierdza się obserwacja z dnia poprzedniego nie radzą sobie z plastikowymi śmieciami, o ile w resortach jakoś to wygląda i problemem jest to co wyrzuca morze, ilość tego jest taka, że trzeba by sprzątać non stop. Za to wiosce miejscowych ma się wrażenie, że ludzie Ci mieszkają na plastikowym wysypisku. Światełkiem w tunelu było to, że przy jednej z chat zobaczyliśmy wielkie wory z zgniecionymi puszkami aluminiowymi, przygotowanymi do transportu gdzieś.
Późniejsze obserwacje potwierdziły plastik wszędzie, aluminium prawie wcale.